Feralny poniedziałek w Coyhaique

Nasz ostatni dzień w Coyhaique zapowiadał się całkiem przyjemnie. Bezchmurne niebo i promieniujące słońce sprzyjało włóczędze po okolicach. Następnego dnia mieliśmy wyruszyć dalej wzdłuż drogi Carretera Austral, aby po kilku dniach dotrzeć do wulkanicznego miasteczka Chaitén, a stamtąd promem na wyspę Chiloé. Tego słonecznego poniedziałkowego poranka jeszcze nie wiedzieliśmy, że nasz pobyt tutaj przedłuży się o dwa tygodnie…

Coyhaique to główny ośrodek turystyczny na trasie Carretera Austral. Miasteczko położone jest pośród Kordyliery Patagońskiej, w bujnej dolinie u zbiegu dwóch rzek. Istna oaza na łonie natury. Większość turystów i podróżników zatrzymuje się tutaj, aby uzupełnić zapasy żywności, benzyny i gotówki. W miasteczku roi się od przytulnych hosteli i drewnianych cabañas. Wokół głównego placu miasta rozsiane są kafejki i kramiki z rękodziełem i konfiturami domowej roboty.

Cabaña w Coyhaique
Nasza cabaña w Coyhaique

 

Wieczorem po zaplanowaniu kolejnego etapu podróży mieliśmy się wziąć za pakowanie. Jednak życie po raz kolejny spłatało nam psikusa, a nasze plany legły w gruzach, kiedy to ostry ból brzucha i galopująca gorączka zmusiły mnie do wizyty w tutejszym szpitalu. Na wizycie i poradzie niestety się nie skończyło. Okazało się, że potrzebna jest szybka operacja. A po operacji 7-dniowa hospitalizacja. A po hospitalizacji następne 7 dni odpoczynku i kuracji. Ten stan rzeczy diametralnie zmienił naszą dalszą podróż.

Szpital w Coyhaique
Szpital w Coyhaique

 

Wobec zaistniałej sytuacji nie byliśmy podróżować wynajętym autem, które za parę dni mieliśmy zwrócić w Santiago de Chile. Co za tym idzie nie zdążyliśmy na prom i na powrotni samolot do Meksyku. Byliśmy na dobre uziemieni w małym prowincjonalnym miasteczku w południowym Chile. Z moim rozprutym brzuchem nie mieliśmy szans na szybkie wydostanie się do cywilizacji. Do tego mój paszport siedział w niewoli w szpitalnej szufladzie, aż moje ubezpieczenie zdrowotne nie potwierdzi przejęcia kosztów leczenia. Łamaliśmy sobie głowy, jak go uwolnić i jedynym rozsądnym pomysłem był nieustanny nacisk na agencję ubezpieczeniową.

Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Wynajmująca auto firma poszła nam na rękę i wysłała za słoną zapłatą swojego pracownika, który miał przewieźć samochód do Santiago. Ubezpieczenie potwierdziło przejęcie kosztów operacji. Udało nam się również zmienić datę wylotu z Santiago de Chile do Meksyku na późniejszą. Tylko jak tu dotrzeć z Coyhaique do Santiago?

I znów mieliśmy sporo szczęścia. W Balmaceda, jakieś 40 kilometrów na południe od miasteczka znajduje się niewielkie lotnisko, z którego odlatują samoloty do stolicy Chile. Zarezerwowaliśmy dwa ostatnie miejsca w dniu naszego lotu do Meksyku.

I czy ktoś zaprzeczy, że fortuna kołem się toczy? Co było potem? Długa meksykańska siesta!

 

2 myśli na temat „Feralny poniedziałek w Coyhaique

Możliwość komentowania jest wyłączona.

  • RSS
  • Newsletter
  • Facebook
  • Google+
  • Twitter
  • YouTube