Jak wygląda niemieckie wesele

Byłam wczoraj na katolickim niemiecko-bawarskim weselu i było to jedno, a może i nawet najlepsze niemieckie wesele, na jakim do tej pory byłam. Wcześniejsze wesela nie zrobiły na mnie szczególnego wrażenia, bo wiało nudą i wszystko odbywało się według planu, który był gościom najczęściej przysyłany przed weselem. Te było inne.

Bawarskie wesele

Ogólnie wesele w Niemczech dość różni się od polskiego. Wszystko – naprawdę wszystko jest niesamicie zorganizowane i na każdą ewentualność jest plan B i pewnie plan C i D. W przypadku ślubu kościelnego goście dostają szczegółowy plan mszy, sporządzony przez Państwo Młodych w porozumieniu z księdzem. W nim krok po kroku można znależć, kto kiedy zabiera głos, teksty piosenek, czytanej ewangelii i modlitw. Nowożeńcom nie wręcza się kwiatów, a na prezenty – najczęściej gotówkowe wystawiony jest specjalny stół, gdzie każdy może położyć swoją kopertę lub prezent. Po mszy zaślubin jest kawa i ciasto, a potem dopiero póżnym wieczorem kolacja. Czas między kawą i herbatą i kolacją to czas wolny, więc goście weselni nie za bardzo wiedzą, co ze sobą zrobić. Przed wejściem do restauracji jest plan, kto gdzie siedzi. Plan ten sporządzają nowożeńcy, tak aby siedzący za sobą, albo się wcześniej znali, lubieli, mieli wspólne zainteresowania itd. Samo wesele odbywa się w interesujących miejscach: np. na zamku, nad jeziorem, wykwintych restauracjach, gdzie istnieje zawsze możliwość noclegu, za który goście płacą sami.

Wczorajsze wesele było oczywiście także doskonale zorganizowane, poza tym na gości czekały dodatkowe atrakcje. Wszyscy goście zostali najpierw przewiezieni autobusem do kościoła z miejsca, gdzie miało się po zaślubinach odbywać weselisko. Po zaślubinach przeszliśmy promenadą wzdłuż jeziora do przystani. Na przystani czekała już na nas orkiestra, pyszne przekąski i szampan. Po tym wszyscy wsiedliśmy na statek, który zabrał nas na przejażdzkę po jeziorze i wysadził w miasteczku, w którym odbywała się impreza weselna.

Całej przejażdzce towarzyszyła orkiestra z bawarską muzyką i oczywiście w bawarskich strojach narodowych (skórzane portki i kapelusz z piórkiem). Państwo Młodzi ostro zagrzewali do potańcówki.

W restauracji czekał na nas tort weselny, rozmaite ciasta, kawa i herbata. Kolacja weselna miała się zacząć dopiero wieczorem, więc nowożeńcy zorganizowali w tym czasie coś jak mini Oktoberfest (Święto Piwa). Przy niesamowitej zabawie z przyśpiewkami i bawarskimi przekąskami jak pieczywo z obatzter (pikantny bawarki ser topiony ze szczypiorkiem),  z smalcem i salami, suto lalo się piwo i wino. Kumple Pana Młodego odstawili mu przedstawienie, w którym musiał przebrać się za zająca, bo jego nazwisko pochodzi właśnie od tej nazwy. Na niemieckich weselach pije się zazwyczaj piwo i wino. Nigdy jeszcze nie spotkałam się z tym, aby pito tam bardziej procentowe trunki, tak jak i nigdy nie widziałam polskiego wesela bez wódki!

Po tej zabawie rozpoczęła się uroczysta kolacja w drewnianej chacie położonej na balach nad jeziorem. Goście na swoim miejscu przy stole znależli specjalnie dla nich sporządzone bawarskie pierniki ze swoim imieniem. Menu  z weselną kolacją, sporządzone własnoręcznie przez Młodych, można było także znależć na każdym ze stołów. Ojciec Panny Młodej udzielił tradycyjnego błogosławieństwa, a po kolacji Młodzi otworzyli salę taneczną tradycyjnym walcem. Zabawa trwała do białego rana… I ja tam z gośćmi byłam, miód i wino piłam, a com widziała i słyszała, tutaj umieściłam.

  • RSS
  • Newsletter
  • Facebook
  • Google+
  • Twitter
  • YouTube
  • Instagram