Polaroid Photo

JUST A TRAVEL

JUST A TRAVEL

Podróżuję i bloguję. Z pasją i z ciekawości…

Wybierz temat:

nie
11
mar '12

Nie kupuj kota w worku

Po przejechaniu ponad 3 tysięcy kilometrów, 24 dniach w podróży i mnóstwa wrażeń, z nadzieją na orzeźwiający prysznic i wygodne łóżko, dojechaliśmy do naszego upragnionego celu: Playa del Carmen. Dzielnica Colosio, w której miało na nas czekać mieszkanie, nie wzbudziła we mnie ufności. Okratowane drzwi i okna, wielkie kłódki na bramach wejściowych. No cóż, jesteśmy w Meksyku. Jak trąbią media, licho tu nie śpi!

Wnieśliśmy nasze bagaże i zaczęliśmy zwiedzanie naszego nowego domu. Na pierwszy rzut oka, strasznie zapuszczony! W lodówce na dobre zagościły się grzyby. Widać dawno tu nikt nie mieszkał. W szufladach lepiący się brud. Jedynie podłoga wyglądała na świeżo zamiecioną. Nadzieję o szybkim pójściu spać, rozwiało nieświeże posłanie i brak własnego.

Ruszyliśmy na zakupy. Powoli zrobiło się już ciemno. Obładowani torbami z środkami czyszczącymi i dezynfekującymi i nową pościelą, jeszcze pełni zapału, weszliśmy do naszego mieszkania. Zapaliliśmy światło i dosłownie nas sparaliżowało. We wszystkie strony kuchni w popłochu rozpierzchły się ogromne karaluchy. Mnóstwo karaluchów. Wielkie, czarne, obrzydliwe karaluchy zamieszkiwały nasz przyszły dom. Szybka decyzja. Na czas odszorowania mieszkania i wytępienia karaluchów idziemy do hotelu.

Na drugi dzień rano, mając na uwadze perspektywę spędzenia następnych dni na szorowaniu mieszkania i walki z karaluchami, zdecydowaliśmy się na szukanie nowego mieszkania. Nasz awaryjny hotel był jednak za drogi, aby spędzić w nim parę następnych dni. Rozpoczęliśmy poszukiwania tańszego lokum. Pytając o ceny, doznaliśmy kolejnego szoku! Wszystko w dolarach, ceny z Marsa, a warunki takie sobie. Mieliśmy wrażenie, że ceny dostosowywane są tu do wyglądu klienta, a że ja z moimi blond włosami wyglądam na bogatą gringo, dostajemy te z wyższej półki. Ha! Do następnego hotelu poszedł na zwiady sam Joachim i proszę cena od razu niższa i jeszcze można się potargować.

Po trzech dniach intensywnych poszukiwań, okresie pełnym euforii i załamań, wizycie na komendzie policji, bo odkręcili nam numery rejestracyjne za niestosowne parkowanie, znaleźliśmy w końcu te upragnione, czyste, spokojne mieszkanko, w którym spędzimy następne trzy miesiące. I jak na razie nie spotkaliśmy ani jednego karalucha!

 

plakas w Playa del Carmen

Policjant, przyłapany przeze mnie na gorącym uczynku!

 

Morał z naszej historii jest taki: „Nie kupuj kota w worku”! Ta mądrość prześladuje mnie już od lat i po raz kolejny się sprawdza!

W Meksyku nie polecam rezerwacji hotelów przez internet. Można się nieźle rozczarować. Pierwszego szoku doznaliśmy w Morelii, gdzie nasz pięknie wyglądający na zdjęciach i opisie hotel, okazał się oblegany przez prostytutki. Jeśli nie podróżujemy w okresie świątecznym i w czasie ferii, to ogólnie nie ma problemu ze znalezieniem noclegu. Ceny są na miejscu o wiele niższe, niż te w internecie i można sobie wszystko dokładnie obejrzeć.

Jeśli chcemy gdzieś zostać na dłużej, warto poszukać mieszkania. Wychodzi o wiele taniej, niż noclegi w hotelu. W ciągu paru dni można znależć przytulne lokum o przystępnej cenie. W Playa del Carmen mieszkań jest mnóstwo, rozpiętość cenowa ogromna. Z odrobiną szczęścia i cierpliwości znalezienie mieszkania nie stanowi większego problemu.

 


2 komentarze “Nie kupuj kota w worku”

  1. Ewa powiedział(a):

    Uchhhh, nie znoszę karaluchów! dobrze, że udało się Wam znaleźć coś przyjemniejszego :)

  2. Adri powiedział(a):

    Też ich nie znoszę! Niestety w krajach tropikalnych należą do krajobrazu tak jak palmy!