Zmora podróżnych

kokosy na palmie

 

Jesteśmy na wymarzonym urlopie, rozkoszujemy się słoneczną pogodą, zwiedzamy egzotyczne miejsca. Wydaje nam się, że nic nie może zakłócić naszego wypoczynku. Aż tu nagle dopada nas największa zmora podróżujących: zemsta Montezumy, zemsta sułtana, klątwa faraona, czyli biegunka podróżnych. Dopada nas znienacka, podstępnie, w momencie, gdy się jej nie spodziewamy i psuje nam błogi wypoczynek.

Biegunka podróżnych występuje najczęściej w krajach o niskim standardzie sanitarnym: głównie w krajach azjatyckich, afrykańskich, czy Ameryki Łacińskiej. Do zakażeń dochodzi głównie przez spożycie skażonej wody, zawierającej bakterię E. coli, rzadziej bakterie Salmononelli, Shigelli bądź wirusy, czy pierwotniaki. Wywołuje ostrą biegunkę, bóle brzucha, wymioty, nudności, a nawet gorączkę i bóle stawów.

Biegunki można się jednak ustrzec. O przestrzeganiu podstawowej higieny i regularnym myciu rąk nie będę się rozpisywać, bo o tym wie każdy. Czasami nasza ostrożność jest uśpiona i dajemy się skusić pysznie wyglądającemu koktajlowi na plaży, czy sałatce ze świeżych owoców. Nie ma nic bardziej zgubnego! Z racji, że dużo podróżuję zebrałam w tym temacie sporo doświadczenia. Niestety nieraz byłam już chora, a dwa razy skończyło to się pobytem w szpitalu. Biegunka w podróży to nic przyjemnego, więc warto sobie wziąć do serca parę rad jak jej się ustrzec.

 

Poniżej zebrałam podstawowe przykazania dla podróżujących.

1. Jedz posiłki tylko z pewnego źródła, które są gotowane bądź smażone!
Unikaj ulicznych jadłodajni i tanich barów.

2. Spożywaj owoce i warzywa, które można obrać ze skórki!
Wszelkie inne trzeba poddać dezynfekcji. W egzotycznych krajach dostępne są specjalne kropelki z jodyną, które dodaje się do wody z zanurzonymi produktami. Po ok. 15 minutach kąpieli wszelkie bakterie i wirusy w 99% są zabite.

Uwaga na owoce z uszkodzoną skórką! Zwłaszcza banany, które są już tak dojrzałe, że mają nadpękniętą skórkę, są potencjalnym źródłem zakażenia.

3. Unikaj niegotowanej wody!
Pij napoje z fabrycznie zamykanych butelek i puszek. Uwaga na Indie! W Indiach radzę kupować wodę w supermarketach, a nie od ulicznych sprzedawców. Zdarza się, że w sprzedawanych butelkach jest woda z kranu!

Zimne napoje spożywaj bez kostek lodu, bo są one najczęściej robione z kranówki.
Do mycia zębów używaj tylko wody z butelki. Biorąc prysznic, miej zamknięte usta i nie kieruj wody na twarz.

4. W wysoko położonych miejscowościach unikaj gorących trunków jak np. herbata!
W wysoko położonych miejscowościach woda potrzebuje dużo więcej czasu, aby osiągnąć temperaturę, potrzebną do zabicia wszystkich bakterii i wirusów. Np. na wysokości ok. 2000 metrów n.p.m. wodę gotować trzeba ok. 20 minut. Jeśli kelner po 5 minutach poda ci herbatę, to biegunkę masz jak w banku. Z doświadczenia wiem, że na takiej wysokości często woda na herbatę jest niedogotowana!

Podróżujących, którzy w podróży nie mogą żyć bez gorących trunków polecam zaopatrzenie się w czajnik elektryczny i gotowanie wody z butelki.

5. Nie spożywaj zimnych sosów!
Zimne sosy są często podawane w małych miseczkach, jako przystawki do dań. Mylisz się, jeśli sądzisz, że są one jednorazowo napełniane dla każdego klienta. Często wędrują one z jednego stołu na drugi. A co nadjadł jeden klient, dopełniane jest i podawane w tej samej miseczce drugiemu.

Stosując się do tych prostych rad, unikniesz nieprzyjemnej niespodzianki i będziesz mógł w pełni cieszyć się urlopem!

W następnym wpisie z serii zdrowie w podróży rady dla tych, którzy nie ustrzegli się podstępnej biegunki…

 

4 myśli na temat „Zmora podróżnych

  1. Ja mam szczęście i dość odporny żołądek – tak myślę, bo nigdy nie dopadła mnie tego typu przypadłość 🙂 Wiem, że sporo osób uważa, że napicie się wódki czy innego mocnego alkoholu pomaga zdezynfekować żołądek, ale znam kilka osób, które stosowały tę kurację w Egipcie, a faraon i tak się na nich zemścił…

    Ja mam jeden sposób – na dwa tygodnie przed wyjazdem do krajów, gdzie flora bakteryjna jest znacznie odmienna od naszej, zaczynam brać jakieś probiotyki („trilac” czy coś w tym stylu), kontynuując na wyjeździe (codziennie rano kapsułka). Tylko, że większość z nich trzeba przechowywać w lodówce, więc odpada wożenie ich ze sobą – znam jeden, który nazywa się „biotyk” i on nie wymaga przechowywania w lodówce.

    Jeśli chodzi o jadłodajnie i tanie bary – bardzo często żywię się na ulicach. W takich miejscach jedzenie przygotowują na szybko, na Twoich oczach, na gorąco (nierzadko są to potrawy smażone) więc jest to wbrew pozorom dość bezpieczne miejsce do spożywania posiłków. Znam przypadek, kiedy para ludzi przez jakiś czas jadła tylko w ulicznych barach w Indiach i nic im nie było. Raz postanowili iść do jakiejś wydawałoby się dobrej restauracji (coś świętowali) i skończyło się to dwudniową przerwą w życiorysie na ciągłe wizyty w toalecie u obojga 🙁

    wiem, że owoce powinno się obierać ze skórki, ale parę razy zdarzyło mi się jeść winogrona i – odpukać – nic mnie nie dopadło (tak jak mówię, może to być też kwestia odpornego żołądka)…

    Co do lodu – w Tajlandii opijałam się takimi lodowymi shake’ami owocowymi (kruszony lód ze świeżo wyciśniętym sokiem z owoców) czy drinkami z lodem i ogólnie nie unikałam lodu. Podobno (zasłyszane od kogoś, kto tam mieszka) lodu w Tajlandii nie robi się w lodówce, jest on produkowany w fabrykach z czystej wody i kupowany wręcz hurtowo (w workach foliowych). Też nic mi się nie stało 🙂

    A już ekstremum było w Birmie, jak zobaczyłyśmy z koleżanką świeżo wyciskany sok z pomarańczy. Zamówiłyśmy po szklance. Pan nam wycisnął po pół szklanki, dopełnił wodą z wiadra i – jakby tego było mało – dosypał jakiegoś proszku! Zdziwiłam się i na początku chciałam zrezygnować, no ale pomyślałam, ze chociaż spróbuję. Było paskudne, bo ten proszek okazał się glutaminianem sodu 🙂 i tylko dlatego nie wypiłam. Ale koleżanka dzielnie wypiła swoją porcję (nie wiem czemu, ale jej smakowało 🙂 i też nic jej nie było 😀

    Zęby płuczę normalnie w wodzie z kranu, prysznic biorę normalnie.

    A jeśli chodzi o mycie rąk, to polecam żele odkażające (wsmarowuje się je w ręce, szybko wysychają), bo nie zawsze jest możliwość umycia rąk.

    Ale, tak jak mówię, to wszystko działa w moim przypadku. Każdy organizm jest inny 🙂

    Uff… ale się rozpisałam 🙂

  2. Hej Ewa,
    z tym żywieniem się na ulicy to odważna jesteś:-)! Jedzenie jest wprawdzie świeżo przygotowywane i smażone, ale higieny zero. W Meksyku w ulicznych budkach z tacos, tymi samymi rękoma klei się placki, wydaje pieniądze i wyciera nos! Sosy i inne dodatki godzinami są wystawione na słońce.

    W Meksyku, początkowo zachwycona pyszną kuchnią, też jadłam wszystko, ale po tym jak w ciągu jednego miesiąca dwa razy zemścił się na mnie Moktezuma, zrobiłam się ostrożniejsza:-)

    Też używam żeli do odkażania rąk, ale najważniejsze jest, żeby nie spożywać zakażonej wody, bo to przez nią najczęściej dostają się do organizmu bakterie itd.

    Pozdrawiam z San Cristobal de las Casas

  3. Witam serdecznie, wiem coś na temat „zemsty faraona” 4 lata temu dopadła i mnie w Turcji :(, strasznie się męczyłam. Teraz już nie ryzykuje i na tydzień przed każdym wyjazdem w ciepłe kraje biorę ProBacti4 potem kontynuuje kuracje w trakcie wyjazdu. Ten sposób poleciła moja Pani Doktor i powiem szczerze, naprawdę działa.
    Polecam

  4. @Madzix Dziękuję za interesującą informację 🙂 Poszukam tutaj w Meksyku, czy mają coś takiego. Pozdrawiam

Możliwość komentowania jest wyłączona.

  • RSS
  • Newsletter
  • Facebook
  • Google+
  • Twitter
  • YouTube